Na smutnej bieli Księgi, wszystkich dni przeżytych
Świadectwa, niechaj przez cud trudzący wytrwałości,
Gdy tego chcę, marzenie moje wnet zagości,
Zastygając w tajemne szyfry znaków skrytych.

Cielesna piękność moja: tak kruchy ornament,
Który w ucieczce swojej czas gorzko doświadcza;
Młodość ma, ponad którą dłoń Anioła władcza;
- Całym jest gotów przyjąć dziś Oczarowanie.

Wiemże to jakie będzie? lecz przeczuwam przecie
- O, źródło cienia, lecz i jasności w tym świecie -
Wedle daru pewnego czytania w przyszłości:

Wśród równiny ogromnej, co w dal się rozszerza,
Zawsze Błękitu pragnąc, pełen zachłanności,
Płomienny kwiat miłości, składany w ofierze.


I stał mój namiot, lśniący jako gołębica,
Wśród złotych piasków ziemi i niebios płomieni;
Słońce strzałami blasków raziło me lica,
Serce moje gorzało! - Więc jako spragnieni
Szukając pilnie, kędy jest chłodna krynica,
Tak zapragnąłem rosy i pachnących cieni:
I nagle - muszą spełnić się wyroki losów -
Noc nadeszła i skryła mię w głębi swych włosów...