Poznałem życie światów i treść świata,
A fazy ducha przeszły przez me życie:
Na stropie czaszki mej, jak na błękicie,
Tysiąc słońc krąży i tysiąc słońc lata.

A oto myśli krzyczą: Krata! krata!
Jedno więzienie wielkie jest to życie...
A oto serce szlocha: Na błękicie
Krew moja płonie, żywiąc serce świata!

A oto mówi dusza, cel wszechświata,
Która poznała wszystkich światów życie:
Jednym celem: w sarkofagach śnicie,
Ponad którymi życia nicość lata...

(Węglem smutku i zgryzoty - XX)


A był dzień siódmy czasu, co niegdyś zburzony.
Bóg, zanurzony w marzeń swoich oceanie,
Zwieńczające cię dzieło zgłębia nieustannie,
O, stworzonego świata kształcie niezmierzony!

Pod pniem drzewa znużonym owocu nadmiarem,
Zginającym gałęzie, kipiącym od soku,
Promieniejący Adam, przy nim Ewa, z boku:
Śpi niby, lecz dźwięk każdy słyszy, jakby czarem.

Ich lśniące, nagie ciała, wspaniałej białości,
W wonnej trawie ukryte, drżą w smugach światłości,
Którą wschodzące słońce w Ogrodzie rozpręża.

I stoi Bóg przed nimi dwojgiem w uniesieniu -
I nagle wzdryga się, bo - z wyżyn do korzeni
Istności swej, przeczuwa pełznącego Węża.