Skądże w tobie te burze skłębione
Już od świtu, o, serce zbiedzone?
Czy obelgi dotkliwej doznało?
Albo raczej ptaszyną tyś małą,
Zbyt już długo w swej klatce więzione?

z francuskiego przetłumaczył Stanisław Pieńkowski


O niewiasto, wyryłem na ruin kamieniu
Imię twe, by spoczęło w zapomnienia cieniu,
Pośród roślin goryczy i głuchych nopalów...
Myśli, co w głębi czaszek zawodzą pieśń żalów,
Załkały konwulsyjnie nad smutnym mozołem
Rąk mych, usypiających życie pod popiołem
I rzucających serca żywy, święty przepych,
Niby drżące węzgłowie, dla robaków ślepych!...
O śnie! nędznym jest koniec ekstaz prawowiernych -
Znikomość!
Lecz ja krzyczę do gwiazd miłosiernych:
Wieczyste! weźcie w swoje świetlane łańcuchy
Wszelkie po zmarłym szczęściu owdowiałe duchy!