Pewnego dnia, o droga, będzie tak, że cienie
Przeszłości pięknej pójdą twoim śladem,
Tak białe tu - gdzie czerń i omroczenie
Dni utraconych, szarych, ciężkich, bladych -
Tonących w smutku, na tej ruin scenie.
Łkając, samotna, w dźwiękach dzwonu twardych,
Gdy Przeszłość mrze i płyną łez strumienie,
Odejdziesz, wnet pogrążysz się w półcienie -
Pewnego dnia.
Smutku dziś żadne nie nawiedza tchnienie
Serca, bo senne jest niewiedzy śladem...
Lecz żal ci będzie statku, który ginie -
Bo pozostała nadal wśród fal bladych
Wyspa pachnących bzów, śpiewów upartych -
Pewnego dnia.
Na smutnej bieli Księgi, wszystkich dni przeżytych
Świadectwa, niechaj przez cud trudzący wytrwałości,
Gdy tego chcę, marzenie moje wnet zagości,
Zastygając w tajemne szyfry znaków skrytych.
Cielesna piękność moja: tak kruchy ornament,
Który w ucieczce swojej czas gorzko doświadcza;
Młodość ma, ponad którą dłoń Anioła władcza;
- Całym jest gotów przyjąć dziś Oczarowanie.
Wiemże to jakie będzie? lecz przeczuwam przecie
- O, źródło cienia, lecz i jasności w tym świecie -
Wedle daru pewnego czytania w przyszłości:
Wśród równiny ogromnej, co w dal się rozszerza,
Zawsze Błękitu pragnąc, pełen zachłanności,
Płomienny kwiat miłości, składany w ofierze.