Z miłości konam! Gdybyż poznać cię, źrenico
Uczucia! Kochanku mój - weź ofiarny dar
Nieskalanego ciała! W jakimż blasku trwam,
Objawiającym ciągle moją moc magiczną!

Tego wieczoru, w myślach, przeklęłam swą czystość,
Najcudowniejszą Lilię! Moje złote ręce
Sczerniały śmiercią Róży, dotychczas nie tkniętej,
Aby radować mogła Cię jej promienistość!

O, Ty!
Szalona jestem! A straszna lustrzaność
Stawu, w którym samotna w tym ogrodzie śpiącym
W świetle niebieskiej gwiazdy moja nagość drżąca -
Rozdziera mnie i rzuca wciąż w trwogi odchłanność!

Więc swym gwałtownym krzykiem przerywam milczenie
Dziewiczego pejzażu i rozrzucam włosy,
Bo wszystko wokół marzy o Promieniu, Mocy
Kochanka nieznanego, co źródłem cierpienia!

Na próżno!
Noc uchodzi; wiatr się śmieje, trąca
Odrażające Lilie, wyniesione w górę,
Ku żagwiącemu słońcu, co męczy torturą -
Wieczną nieobecnością, której nie ma końca!

I która się nie skończy. Wiedzieć się kwitnieniem,
Pełnią samego życia!
Opętanie skonem
Błyskające w sztyletu świetle roziskrzonym -
Nie potrafisz ty nigdy być mi : Wyzwoleniem!

Ziemio: żarłoczna, czarna! Moja postać jutro
Nie dotknie twego łona, co przyjmuje wszystko.
Nie spoczną tu popioły me, akordy czyste
Mego boskiego ciała! Nadzieja, okrutna

Miłością olśniewając, zawsze! omdlewanie
Błękitu tak smutnego, los utrwala w biegu
Wiecznym, który stawia mnie Samotną na brzegu
Przepaści, opętana wiecznym przyciąganiem.


Marzenia, pragnienia, uniesienia: za żywa
W nicość lecące stosu wielkiego płomienie.
O, Nocy! I w ogrodzie twym nie inne żniwa,
Li martwe kwiaty ognia ręka moja zrywa...
I ciężkie mnie nad życiem chyli zamyślenie.

z francuskiego przetłumaczył Stanisław Pieńkowski