Niema, smutna harfa, na Zorzy podmuchy
Czekająca, ma dusza - pokorna jak święci
I nie dbająca wcale, iż jest w niepamięci
U ludzi, których błądzące są duchy...

Jestem w samotności, samotny bez miary;
Rozmyślaniem uparte tępię swoje grzechy,
A na mych ustach kwitną przedziwne uśmiechy,
Iż tak bolesnym jest - czynić ofiary...

*
* *

Ach! bo moje serce, w ciszy, wielkim szlochem
Łka od jadu, co w łonie samicy wyrasta,
I nie może zrozumieć, że wszelka niewiasta,
Jeśli nie matką jest, to tylko prochem...

I nie chcę pojąć mózg w swej dumy niebiosach,
Że przepych jego marzeń to szpitalna sala,
Gdzie nadzieja, w agonii, jękiem się użala,
Żółtawa, z pękiem robaków we włosach!


*
* *

Więc, łamiąc złość moją i bratnich pokoleń
Pieśnią na cyprysowej wiszącą gałęzi,
Czekam: Rychło ją wyrwie Pan Jasny z uwięzi
I hymnem we mnie uderzy Wyzwoleń


Było to jak na farsalskim polu. Ranni,
Ohydni,
Konali na brzegach rowów,
Tam kędyśmy razem wrócili oboje
Z Psychą, moją duszą

I rzekłem jej: "Nieprawdaż?" I rzekłem jej:
"Te łuki, jakże w gruz padają! te łupy, co za łachmany!
Ach! przeklęte były nasze bronie i przeklęte
Nasze sztandary!
Psyche, moja duszo".

Było to jak w czyśćcu, gdzie mary rozpaczliwe
Obmywały czoła splamione
I wykręcały palce
Tam, kędyśmy razem wrócili oboje
Z Pychą, moją duszą.

I rzekłem jej: "Nieprawdaż?" I rzekłem jej:
"Ach! te potępieńce, które żal wciąż goni,
W rajskie, pachnące kwiaty
Któż zdoła przemienić?
Psyche, moja duszo!"

(J.Mor?as)