W cielesnych pragnień mych miłosny lot,
Znienacka, woli mej uderzył grot,
Tak, iż runęły w topielisko błot!

A gdy, krwawiące, legły, rzekłem im:
Kierunek lotu waszego był złym:
Pędziłyście tam, gdzie nicość i dym!

A oto teraz krwią ciekący bok,
W sercu glist zgniłych i robaków tłok,
Pieśni trup w ustach, w oczach - pusty mrok!

A tyle słońca, żywych gwiazd i zórz!
Anielskie góry, grody, świętość mórz,
Gaje, wabiące wonią pełnych róż!...

Błogosławiony niechaj będzie Pan!
I Śmierć, biorąca życie w śmierci tan!
I Prawda, uśmiech dusz, wśród krzyku ran!


Ja milczenie ust moich zmienię
W radości głośny śpiew,
A bladość moich lic - w płomienie,
Których ognisko krew!

Ja oczu zamknięte orbity,
Ogarnione przez mrok,
Otworzę i w nieba błękity
Zwrócę tęskniący wzrok!

A ręce moje tak bezczynne!...
Ja wzniosę dwoje rąk -
I zerwę w sadach grono winne
I róży ciężki pąk!

A sieci te, które mi więżą
Ciało, rozedrę w szmat!
Ramiona moje się wyprężą
Na cały wielki świat!