Tysiące gwiazd przychylnych! o trofea dziwy,
Zdobyte w bojach, które światło z mrokiem toczy,
Bądźcie nam jako bogiń opiekuńczych oczy,
Teraz kiedy Zachodu zgiełk umilkł burzliwy!
O Gwiazdy! rozlewajcie nam z niebios spokojnych,
Gdzie lśnią wasze kielichy jak lilie o wiośnie,
Promienistą woń waszych balsamów upojnych,
I sprawcie, by nam łona zadrżały radośnie!
Owiewajcie jasnością ciała nasze z gliny,
Wsiąknijcie zdrowiem w członki strudzone wśród bitwy,
A ręce nasze lampę zapalą modlitwy
W ogniskach, skąd nimb jasny biorą cherubiny!
O Gwiazdy! uroczyste szeptajcie zwierzenia
O skarbach boskich, skrytych głęboko w niebiosach,
A będziem mieli szczęścia wzruszenie w swych głosach
I, natchnieniem wezbrane, zabrzmią nasze pienia!
W seraficznego Ognia rozgrzane płomieniu,
Serca nasze odpędzą chuć zdrożną i winę:
O Gwiazdy! odwiedzajcie dusz naszych dziedzinę,
Gdzie Anioły wygnane żyją w zapomnieniu!
A kiedy nam rozkażą wyższe Przeznaczenia
Zstąpić z zamkniętym okiem w śmierci głuche doły,
Gwiazdy niebios pogodnych! w blask zmieńcie popioły,
I chrońcie od nicości Umarłych wspomnienia!
Żadna z mych pieśni nie dobiegnie końca:
Ogród mój więdnie bez promieni słońca,
I oto idę, z bólem na dnie czaszki,
Po chłodnych ścieżkach, gdzie, jak złote blaszki,
Szeleszczą liście. Czasem, skądś z ustroni,
Powionie zapach, lecz to echo woni,
Subtelne de profundis późnych kwiatów:
Nie masz jaśminów już, ni róż szkarłatów!
Niekiedy na gałęzi nagiej drzewa
Jakiś usiędzie ptak, krótko zaśpiewa
I odlatuje... Jak puste gospody
Chylą się drzewa, na wybrzeżu wody.
A serce bije, dusza tęskni - za czem?
Wodotrysk zrywa się i spada z płaczem...
Szlachetne oczy, które zachwycała
Jasnoróżowa biel żywego ciała,
Spojrzenia teraz zamieniają z Parką...
Oh! jak miłości czas przeminął szparko!
Z złamaną strzałą Eros, wyczerpany,
Leży u zimnych stóp jałowej Diany.
Niebo się krwawi na krańcach zachodu;
Mroki ogarną wnet obszar ogrodu -
I oto dążę, gdzie mnie nikt nie czeka,
Wlokąc za sobą smutny cień - Człowieka.
(Węglem smutku i zgryzoty - III)