Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Wszystko co było, było tylko snem...
Ale sen każdy posiada znaczenie,
A ja w swym mózgu blask mam i widzenie
I o ciemnościach rzeczy - dużo wiem.

Poza zwierciadłem żyłem Wschodnich Mórz,
W dziedzinach, kędy rozmyślają magi
I marmurowe drzemią sarkofagi
Z popiołem Wieków i światłością zórz...

I mógłbym ludziom prawić wiele słów,
Jedne zabójcze, a inne rodzące...
Lecz ty co życie masz na jawie śpiące,
Pomyślisz pewnie, że to szereg snów?

I sprzecznie powiesz:"Po co tyle słów?
Niechajże palec zamyka nam usta:
O mowo ludzka, ty jesteś taka pusta,
Kiedy nadeszła już godzina snów!..."

Więc oto milczę, jak nieznany bóg,
Przybywający tajemnie w Tułaczu,
Przed którym, mimo duszy ludzkiej płaczu,
Wciąż zamykasz niegościnny próg!


Tysiące gwiazd przychylnych! o trofea dziwy,
Zdobyte w bojach, które światło z mrokiem toczy,
Bądźcie nam jako bogiń opiekuńczych oczy,
Teraz kiedy Zachodu zgiełk umilkł burzliwy!

O Gwiazdy! rozlewajcie nam z niebios spokojnych,
Gdzie lśnią wasze kielichy jak lilie o wiośnie,
Promienistą woń waszych balsamów upojnych,
I sprawcie, by nam łona zadrżały radośnie!

Owiewajcie jasnością ciała nasze z gliny,
Wsiąknijcie zdrowiem w członki strudzone wśród bitwy,
A ręce nasze lampę zapalą modlitwy
W ogniskach, skąd nimb jasny biorą cherubiny!

O Gwiazdy! uroczyste szeptajcie zwierzenia
O skarbach boskich, skrytych głęboko w niebiosach,
A będziem mieli szczęścia wzruszenie w swych głosach
I, natchnieniem wezbrane, zabrzmią nasze pienia!

W seraficznego Ognia rozgrzane płomieniu,
Serca nasze odpędzą chuć zdrożną i winę:
O Gwiazdy! odwiedzajcie dusz naszych dziedzinę,
Gdzie Anioły wygnane żyją w zapomnieniu!

A kiedy nam rozkażą wyższe Przeznaczenia
Zstąpić z zamkniętym okiem w śmierci głuche doły,
Gwiazdy niebios pogodnych! w blask zmieńcie popioły,
I chrońcie od nicości Umarłych wspomnienia!


Zaiste, bracie, dziwnie gdy mówią Proroki:
Nie wiedzieć, czy ich słowo żywi, czy zabija?
Czasem w granatu kwiecie ukrywa się żmija,
Czasem w szczelinach ruin rosy lśnią uroki.

Umysł ludzki jest jako ocean głęboki,
Tym głębszy, iż się niebo w nim chmurne odbija...
A duszy naszej narcyz, biały jak lilija,
Tym bielszy, iż schylony nad głębią, gdzie mroki.

I tak wszystko! Płomiennych ogni stos - spowija
Ziemny, nieunikniony dym w głuche obłoki -
A z gór patrzący, widzi: człowiek idzie - mija...
A tylko puste słychać w uszach kroki, kroki...