Kiedy w tej to wiosennej ty zrywasz się ustroni
Ciemnobłękitne fiołki o powiewnej woni,
Niestety, o! Cerery córko, nie wiesz wcale,
Iż ciemny Pluton dąży za tobą zuchwale.
Znieść miana bezpłodnego nie ma już ochoty:
Wenus tymi samymi zraniła go groty,
Jakimi trafia celnie w głębi leśnych cieni
W plemię ptaków i szybko-biegnących jeleni
O, słuchaj krzyków boga! Pod potężną dłonią
Dęba stają rumaki, co od światła stronią,
Łamiąc swymi kopyty chylące się trzciny
W moczarach, które żywią zdroje Kamaryny.
W tych pieczarach łka Henna, wszech-kwiatów rodzica,
A Cjana swe wody łzami jej podsyca.
Wśród bladych nieboszczyków wnet ty będziesz panią
I Junoną podziemną, władnącą otchłanią.
I oto życie nagle, zgiełkiem swego znoju,
Naruszy nicość w grobów zamkniętą spokoju,
I odtąd wciąż na próżno nieszczęśliwe cienie
Z letejskich nurtów będą piły zapomnienie.

(J.Mor?as)


Z miłości konam! Gdybyż poznać cię, źrenico
Uczucia! Kochanku mój - weź ofiarny dar
Nieskalanego ciała! W jakimż blasku trwam,
Objawiającym ciągle moją moc magiczną!

Tego wieczoru, w myślach, przeklęłam swą czystość,
Najcudowniejszą Lilię! Moje złote ręce
Sczerniały śmiercią Róży, dotychczas nie tkniętej,
Aby radować mogła Cię jej promienistość!

O, Ty!
Szalona jestem! A straszna lustrzaność
Stawu, w którym samotna w tym ogrodzie śpiącym
W świetle niebieskiej gwiazdy moja nagość drżąca -
Rozdziera mnie i rzuca wciąż w trwogi odchłanność!

Więc swym gwałtownym krzykiem przerywam milczenie
Dziewiczego pejzażu i rozrzucam włosy,
Bo wszystko wokół marzy o Promieniu, Mocy
Kochanka nieznanego, co źródłem cierpienia!

Na próżno!
Noc uchodzi; wiatr się śmieje, trąca
Odrażające Lilie, wyniesione w górę,
Ku żagwiącemu słońcu, co męczy torturą -
Wieczną nieobecnością, której nie ma końca!

I która się nie skończy. Wiedzieć się kwitnieniem,
Pełnią samego życia!
Opętanie skonem
Błyskające w sztyletu świetle roziskrzonym -
Nie potrafisz ty nigdy być mi : Wyzwoleniem!

Ziemio: żarłoczna, czarna! Moja postać jutro
Nie dotknie twego łona, co przyjmuje wszystko.
Nie spoczną tu popioły me, akordy czyste
Mego boskiego ciała! Nadzieja, okrutna

Miłością olśniewając, zawsze! omdlewanie
Błękitu tak smutnego, los utrwala w biegu
Wiecznym, który stawia mnie Samotną na brzegu
Przepaści, opętana wiecznym przyciąganiem.