Już dusza moja, ogień i orlica,
Źródło i Wielki Dom znalazła w Panu;
Już rozum świeci mój na kształt księżyca
Ponad ruchomą głębią oceanu;
A tylko serce moje, wierna matka,
Zostanie ze mną, biedne! do ostatka!


Z życia strącony szczytów, jestem zawsze smutny
I cierpię bardzo w duchu, abym był litosny...
Słyszę, Słowo ze słońca i pachnącej wiosny
Powstało i już przyszło na ten świat okrutny...

Szuka, kołata do wrót domostw, lecz te - głuche.
O, żal ci, smutno? chciałbyś Gościa przyjąć godnie?
A jednak jeśli w domu twym mieszkają zbrodnie?
Lepiej, by serce było twe, przez litość, suche...

Bo po cóż domowników zasępiać oblicza?
Zmuszać Proroka użyć hańbiącego bicza?
Wiedzieć, jako pierzchają z świetlic opętani?

A potem (godzin krwawych bieg szybko się zbliża)
Wyśnić w ciemnościach widmo olbrzymiego krzyża
I słyszeć straszne Eli! lama sabaktani?...

(Symbole XVI )