Więc ciągle twoje oczy liczą fiołki leśne
- Jeden, sto, potem tysiąc - daleko od dróg?
I nie pozwolisz nigdy, bym kołysać mógł
Jak na huśtawce, ciebie, pogrążoną we śnie?
Jesteś żywym obrazem między paletami
Ułożonymi z kwiatów - bzów i georginii,
Co światłością park zdobią. Tam głos ludzki ginie,
Aby łkał strumień, co wciąż odbiciem nas mami.
Niebo błękitne, niebo kwitnie motylami;
Powiedz, krzykniemy smutkom twoim: "Z jaskółkami
Uciekamy daleko, daleko w marzenie?"
Jak za ten pocałunek, co tak wzruszający,
Bo najprawdziwszy w świecie, nie dziękować słońcu,
Że Rosarium Miłości wznosi wśród pustyni!
W cielesnych pragnień mych miłosny lot,
Znienacka, woli mej uderzył grot,
Tak, iż runęły w topielisko błot!
A gdy, krwawiące, legły, rzekłem im:
Kierunek lotu waszego był złym:
Pędziłyście tam, gdzie nicość i dym!
A oto teraz krwią ciekący bok,
W sercu glist zgniłych i robaków tłok,
Pieśni trup w ustach, w oczach - pusty mrok!
A tyle słońca, żywych gwiazd i zórz!
Anielskie góry, grody, świętość mórz,
Gaje, wabiące wonią pełnych róż!...
Błogosławiony niechaj będzie Pan!
I Śmierć, biorąca życie w śmierci tan!
I Prawda, uśmiech dusz, wśród krzyku ran!
Sztuka twoja, gdy kształty z kolorami splata,
Wytwornością i siłą artysty-mocarza
Boską istność wyzwala z rzeczy tego świata.
I jakiekolwiek życie - miast czy wsi - wyraża,
Zawsze nam zmysły duszą czującą obdarza.
z francuskiego przetłumaczył Stanisław Pieńkowski